|
"W minioną sobotę Jagiellonia podtrzymała serię spotkań bez porażki. O ile można być zadowolonym z podziału punktów w Opolu, to wynik remisowy w spotkaniu z Tłokami Gorzyce nie daje powodów do satysfakcji, bo nie dość, że został osiągnięty na własnym boisku, to w dodatku w dość szczęśliwych okolicznościach. Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Jagi i można było pokusić się o strzelenie jeszcze jednego gola. Druga odsłona to już zdecydowana supremacja przyjezdnych i tylko indolencja strzałowa gorzyczan pozwoliła białostoczanom dopisać jeden punkt. Na remis w meczu przed własną publicznością trzeba patrzeć nie jak na zdobycie jednego, a stratę dwóch punktów. Wierzę jednak w to, że już do końca rozgrywek podopieczni trenera Wojciecha Łazarka podtrzymają serię meczy bez porażki i zimę będzie można przepracować w miarę optymistycznych nastrojach. Niepokoi mnie natomiast nieobecość po raz kolejny na meczu w Białymstoku szalikowców Jagiellonii. Nie jest to wyjście z sytuacji i cieszę się, że dziś dojdzie do spotkania władz Jagi z Klubem Kibica. Oby tylko zapadły w końcu jakieś decyzje, pozwalające na powrót żółto-czerwonych na swój sektor. Nie bagatelizowałbym tej sprawy i starałbym się w jak najkrótszym czasie doprowadzić sprawę do satysfakcjonującego obie strony końca. Na nieobecność szalikowców na trybunach pozwolić sobie mogą (nikogo oczywiście nie obrażając) drużyny z Fu-Klasy, lecz na pewno nie drugoligowy zespół z wojewódzkiego miasta. Apeluję więc o odrzucenie wzajemnych uprzedzeń i dogadanie się dla dobra podlaskiej piłki. Jest jeszcze jedna kwestia, którą chciałbym poruszyć, a mianowicie osoba zawodnika, którego każde pojawienie się przy linii bocznej boiska powoduje "aplauz" na trybunach i rozgrzewa kibiców bardziej, niż pokaźna dawka krupniku czy żołądkowej. Nie róbcie chłopakowi krzywdy bo wierzcie mi, że ze spętanymi nogami najlepszy nawet rumak nie wygra Wielkiej Pardubickiej." |