
|
Ten dział musiał kiedyś powstać na tej stronie. Będzie on traktował o "ciemnej" stronie piłkarskiego światka, tzn. o wszelkich awanturach, bójkach i innych zajściach z udziałem kibiców białostockiej Jagiellonii. 13.X.2001 (Walki z ochroną) Podczas meczu Jagi z Polarem Wrocław dochodzi do starć kibiców Jagi z agencją ochrony "dELTA". Bezpośrednią przyczyną burdy była prowokacja "delciarzy" (nie pierwsza już w tym sezonie), którzy mieli jakieś "wątpliwości" co do flag z hasłami dotyczącymi prezesów i gry naszych piłkarzy. Hasła na flagach oczywiście mogły się niektórym nie podobać, ale to nie powód, żeby je zrywać. Taka forma protestu jest praktykowana od dawna w całej Polsce. Zamiast wydawać polecenia do zrywania flag lepiej jest chyba się trochę zastanowić nad własnym postępowaniem, a wtedy na pewno nie będzie dochodziło do takich sytuacji. Ochrona wspomagana przez policję użyła wszystkich dostępnych sobie środków. Zaczynając od pałek a kończąc na gazie. Ten ostatni chyba się panom z "dELTY" bardzo spodobał bo ostatnio używają go bardzo często. Kibice także użyli wszystkich dostępnych sprzętów. W ruch poszły kawałki ławek, kamienie, i tym podobne... Efektem całego zajścia było zatrzymanie ok. 20 osób przez policję. Jedna z nich, jak podaje prasa, będzie odpowiadała za obrazę funkcjonarjusza, reszcie grozi kolegium. W chwili obecnej nie wiadomo jeszcze jaka kara zostanie nałożona na klub. Jeśli będzie to zamknięcie stadionu, to ominie nas przyjemność oglądania najciekawszego meczu tego sezonu (na Jurowieckiej) Jagiellonia - Lech. Mam nadzieję, że za tego "psikusa" oberwie się paru skurwielom z "dELTY". W końcu nie są anonimowi i często widuje się ich w innych miejscach niż stadion. Zamieszczamy też kilka fotek z tego zajścia... 10.VI.2001 (Powrót z Radomia) Podczas powrotu z obfitego we wrażenia wyjazdu (po meczu z Radomiakiem, kiedy to zapewniliśmy sobie awans do II ligi) spotkała nas niemiła niespodzianka. Nieco przed Górą Kalwarią jeden z naszych trzech autokarów zatrzymał się przy jednym z przydrożnych barów. Wkrótce pozostałe dwa dostały telefoniczne info, że ów osamotniony autokar został zaatakowany przez bojówkę Teddy Boys Legii Warszawa. Tak szybko, jak to możliwe wróciliśmy na miejsce awantury, wybiegliśmy z autokarów, jednak było już za późno. Po TB nie było już śladu, zamiast nich na miejscu pojawiła się duża ilość policji. Legia zaatakowała nas pałami i innym sprzętem, o wygranym pojedynku nie mogło być mowy, choć kilka osób pomimo kompletnego zaskoczenia próbowało się bronić. Po starciu pozostało kilka rozbitych głów po naszej stronie... Szkoda, bo popsuło to wszystkim dobre humory towarzyszące wywalczonemu awansowi, no ale mówi się trudno. Jest to dla nas nauczka na przyszłość, wiadomo, jakich błędów nie wolno powtarzać... 3.VI.2001 (Wypad do Wysokiego Mazowieckiego) Relacja z awantury na meczu IV ligi pomiędzy Ruchem Wysokie Mazowieckie a Spartą Szepietowo. Autorem jest aRoman (ŁKS Łomża) "Wyjeżdżamy z Łomży w 30 osób, autokarem. Wysiadamy na dworcu, samochodami krążą kibice Ruchu i nas obcinają. Chwilę czekamy i idziemy na stadion. Pod stadionem czeka już Pogoń i Sparta w ok. 25 osób. Przeszukani przez ochronę wchodzimy na sektor. Ruchu w młynie ok. 30 osób, szkoda gadać. Zaczynamy dopinig, zero bluzg z obu stron. Po ok. 10 minutach wpada Jaga (ok. 40-50), większosc przez ogrodzenie i od razu lecą w naszą stronę rzucając tzw. achtungi. U nas młodzi odchodzą na bok, nastepuje starcie, w które wmieszała się ochrona (jeden ochroniarz ciężko ranny). W starciu z jednej i drugiej strony nie było większych obrazeń, ani strat w barwach (walczyliśmy w szalach i kominiarkach). Żadna ze stron nie używała sprzętu. Dodam jeszcze, że walczący kibice to głównie ŁKS oraz pojedynczy kibice z Pogoni i Sparty. Ochrona szczelnie odgradza kibiców Jagi, nie wiedząc zbytnio, co dalej robić. Mecz zostaje na chwilę przerwany, piłkarze schodzą z boiska. Jaga jeszcze coś tam bluzga na Łomżę, ale skandujemy ŁKS podkreślając nasza obecność. Na ok. 10 minut przed przerwą psy podstawiaja nasz autokar i ochrona wyprowadza nas ze stadionu. Odwozimy kibiców Sparty i Pogoni i wracamy do Łomży. I nie należy tłumaczyć, że Jaga pogoniła nas ze stadionu, tylko ochrona powiedziała nam, że nie mogą zapewnić spokoju na meczu, póki nas nie wyprowadzą (po ich gadce widać bylo, że sami mieli niezłego stracha). Zajebisty plus dla Jagi za akcję. Dla nas plus za to, że nie uciekliśmy i starliśmy sie z Jagą, ale minus, że po całej akcji nie byliśmy zbytnio chętni do ponownej walki." 12.XI.2000 (Rozczarowanie na Jaga - Radomiak) Rzecz dotyczy meczu Jagiellonii Białystok z Radomiakiem Radom. Ten mecz od wielu tygodni był tematem rozmowy wielu białostockich kibiców. Wszyscy zastanawiali się "przyjadą czy nie?". Już na dwie godziny przed meczem w mieście zaczęli pojawiać się kibice Jagiellonii w oczekiwaniu na gości. Około pół godziny przed meczem padło hasło, że "Radomiak jest już w Białym w sile 70 osób i za chwilę będzie pod stadionem!". Oczywiście pełna mobilizacja, nerwowe oczekiwanie no i... kicha! Żadnego Radomiaka kurwa nie ma. Jeszcze małe przepychanki ze służbami porządkowymi i policją i wszyscy wchodzą na stadion (raczej mało którzy mieli bilety ;). Tak więc kolejny raz potwierdziło się, że do Białegostoku nikt nie przyjeżdża. Na przyjezdnych kibiców chyba będziemy musieli jeszcze zaczekać. Śmieszne jest tylko to, że "koledzy" z Radomia tak głośno zapowiadali swój przyjazd. Niewinni piłkarze musieli się za nich wstydzić wysłuchując przez cały mecz jakich to mają kibiców. Podsumowując: Radomiaka 0 w Białymstoku (przynajmniej nikt się nie przyznawał). 23.IX.2000 (Wyjazd do Suwałk na Wigry) Poniżej relacja z wyjazdowego meczu do Suwałk. Autorem jest Kozioł. Oryginał tekstu znajduje się na stronie Ruchu Wysokie Mazowieckie. Mi niestety nie było dane widzieć tego meczu. "To spotkanie elektryzowało kibiców w regionie od dłuższego czasu. Na meczu stawiło się 80-90 fanów Jagi. Na każdego kibica Jagiellonii przypadało trzech policjantów. Zostaliśmy posadzeni na trawiastej stromej górce otoczonej wysokim płotem zakończonym drutem kolczastym i otoczonym kordonem policji. "Sektor" ten został przygotowany specjalnie na tą okazję. Po drugiej stronie kibice Wigier, Sparty Augustów i Granicy Kętrzyn w łącznej sile ok. 110-140 osób. Nie byli otoczeni przez policję i bez problemu mogli dostać się w dowolne miejsce boiska czy też stadionu. Przez pierwsze 30 minut tylko wzajemne bluzgi przeplatane dopingiem. Ok. 30 minuty rozchodzi się wieść, że w przerwie wbiegamy na murawę i atakujemy kibiców po przeciwnej stronie. Jedyna możliwość przedostania się na murawę to przedostanie się przez wąskie przejście otoczone przez policję i ochronę. Ktoś wpada na pomysł żeby wyłamać płot. Próba nie udaje się. Płot przechyla się ale stoi dalej na swoim miejscu za to zbiega się duża ilość policji. W przerwie następuje atak na wąskie przejście gdzie stoi policja zaczyna się pałowanie i niebiescy wchodzą na sektor. Jeszcze próba wydostania się tyłem gdzie też sypią się pały. W tym czasie na odległość rzutu kamieniem podchodzą Suwalczanie i gdy policja bije pałami oni rzucają kamieniami (brawo). Na widok kilku psów uciekają panicznie po łuku stadionu. Do końca meczu spokój. Po meczu zostajemy wyprowadzeni ze stadionu i jesteśmy prowadzeni w kierunku bramy. Kibice Wigier w tym czasie bez problemu poruszają się po terenie stadionu i ponownie zaczynają lecieć kamienie. Kilka prób wyrwania się policji nie udaję się. Dopiero pod bramą powstaje luka i atakujemy Suwalczan którzy salwują się ucieczką. Kilku dostaje kopy. Policja dość szybko opanowuje sytuację znów pałowanie, skręconych zostaje kilku kibiców Jagi. Ponowny przemarsz na stację i tyle emocji tego dnia. W Białystoku czeka policja zostajemy zamknięci w wagonie i wszyscy zostają spisani. Wigry mimo wcześniejszego szczekania nie pokazały nic. Tylko raz doszło do bezpośredniego starcia i wycięły buta." 17.IX.2000 (Po meczu Jaga - Okęcie...) Do awantury dochodzi tuż po zakończeniu ligowego meczu Jagiellonia - Okęcie Warszawa. Kibice nie mogąc pogodzić się z decyzją sędziego (wątpliwy rzut karny przeciwko Jagiellonii w 92. minucie meczu) wkraczają na murawę boiska. Sędzia liniowy zostaje otoczony przez grupkę kibiców, którzy chcą wymierzyć sprawiedliwość. Po krótkiej szamotaninie udaje mu się uciec z boiska. O ogromnym szczęściu może mówić sędzia główny, który uciekając do szatni uratował swoją skórę. Tuż za płytą boiska dochodzi do starć z ochroną, która ratuje się wezwaniem policji. Po wkroczeniu policji kibice opuszczają stadion, dewastując wszystko co stało na przeszkodzie. Policja szczelnie broni dostępu do hali klubu a tym samym do szatni sędziowskich. Tym razem kończy się na wyzwiskach. Powoli wszyscy opuszczają teren klubu. Do kolejnych starć dochodzi kilkaset metrów dalej. Tym razem obrywa się kilku ruskim, którzy znaleźli sobie tam miejsce do handlu. Generalnie nic wielkiego się nie stało, ale chyba kilka następnych występów naszych piłkarzy będziemy oglądać tylko na wyjazdach. Najbliższa okazja już za tydzień w Suwałkach. Miejmy nadzieję, że poznają smak uciekania z własnego stadionu, tak jak ich "koledzy" z Łomży. |